sobota, 30 maja 2015

Upadek telewizji

Zdałem sobie ostatnio sprawę z tego, że ja już w ogóle nie oglądam telewizji. Jeszcze rok temu, nie wyobrażałem sobie życia bez telewizora, teraz coraz częściej służy mi on tylko do oglądania filmów... z laptopa.

Myślę, że taki stan rzeczy ma wiele przyczyn, jednak największa jest oczywista i nazywa się Internet. Po co mam oglądać telewizyjne wiadomości, skoro nie dowiem się tam niczego nowego, czego nie przeczytałem w sieci kilka godzin wcześniej. Z resztą dla dziennikarzy źródłem informacji coraz częściej staje się przede wszystkim Twitter, który powoli zaczyna zastępować komentarzy ekspertów, albo wypowiedzi samych zainteresowanych. Mam gdzieś takie dziennikarstwo.

Rozrywki w telewizji nie uraczysz. Chyba, że interesują cię kolejne edycje nudnych talent show, gdzie gwiazdami są jurorzy, a nie startujący uczestnicy. Albo jesteś masochistą i lubisz oglądać polskie kabarety, które są śmieszne jak zeszłoroczny śnieg. Jest jeszcze trzecia opcja i jesteś życiowym kastratem niemającym towarzyskiego życia i w sobotnie wieczory oglądasz jak gwiazdy(?!) skaczą do wody. Przyznam się, obejrzałem fragment jednego odcinka, bo nie wierzyłem, że ktoś jest tak głupi, żeby coś takiego zrealizować. Niestety, to prawda, a najbardziej żal mi deski z której wybijał się niejaki Adam Kraśko, czyli rolnik, który szuka żony. Ale z opowiadań babci wiem, że nie znalazł.

Ostatnią rzeczą, która trzymała mnie w ramionach telewizji był mój ulubiony sport. Jednak od kiedy założyłem konto w „telewizji” internetowej, już nawet transmisje meczów nie zachęcają mnie do naciśnięcia przycisku w pilocie.

Do napisania tego tekstu w dużej mierze zachęcił mnie wpis chłopaków z „Make life harder”, którzy nie pozostawili suchej nitki na Kubie Wojewódzkim, który w ostatnim odcinku swojego show, wraz ze swoimi gośćmi z kabaretu Ani mru mru, krytykowali internetowych twórców, w tym między innymi Abstrachuje, czy właśnie MLF. Pozwolę sobie przytoczyć fragment riposty zamieszczonej na FB. „Podsumowując. Panowie, nam to nawet schlebia, że w telewizyjnym prime time licytujecie się o to, dla którego z was bardziej nie jesteśmy konkurencją. Jak dla nas możecie dalej odpierdalać manianę na Mazurskiej Nocy Kabaretowej i bawić do łez naszych dziadków. Możecie opowiadać dowcipy o policjantach w domu seniora w Zawierciu, a Pan Kuba może się dalej ubierać w Zara Kids i udawać, że jest głosem młodego pokolenia. Mamy to w dupie. Ale pogódźcie się z tym, że świat poszedł naprzód, poczucie humoru się zmieniło i Internet to nie jest już piaskownica, w której dzieci lepią babki z gówna. Internet to jest coś takiego, co już niedługo zabierze wam pracę, wyniesie na strych, a jak będzie miało ochotę, to jeszcze po drodze przyliże się z waszymi żonami. Tak że róbcie zapasy Biovitalu, idziemy po was.” Nic dodać, nic ująć!

Obywatel (nie)honorowy?

Wśród opolskich internautów po raz kolejny zawrzało. A wszystko przez głosowanie Rady Miasta, która uchwaliła pomysł nadania Honorowego Obywatelstwa Opola dla Miroslava Klose. Po jednej stronie barykady oburzenie, po drugiej radość. A areną spektaklu, którego fabułą są wzajemne obelgi, ponownie jest niezastąpiony Facebook.

Gdy tylko na fanpejdżu (ta pisownia jest straszna!), pewnej opolskiej gazety, opublikowana została informacja o nadaniu obywatelstwa Klosemu, pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy. Niezły wynik jak na opolskie realia. Poprzednio, tak dużym zainteresowaniem „cieszyła się” informacja o nadaniu imienia Lecha Kaczyńskiego jednego z placów w mieście. Zrobiła się taka chryja, że administrator fp musiał usuwać najbardziej niecenzuralne (albo niewygodne) komentarze. Przeciwnicy tej inicjatywy założyli nawet wydarzenie na FB, które miało pokazać władzom miasta, że liczba niezadowolonych mieszkańców jest ogromna. Skończyło się na 3,6 tysiąca uczestników, co jednak nikogo nie przekonało do zmiany planów i plac im. Lecha Kaczyńskiego w Opolu istnieje. Jestem tylko ciekaw, ilu z protestujących wie, gdzie się znajduje.

Wróćmy jednak do teraźniejszości. Zdecydowana większość komentarzy jest mniej więcej takiej treści: „A co ten cały Klose zrobił dla Opola??!! On się nawet nie przyznaje do tego, że jest Polakiem!! Masakra!”. I z jednej strony jest to prawda, ale też nie do końca. Klose w Opolu się urodził i spędził kilka lat wczesnego dzieciństwa. Jego ojciec Józef, to legenda Odry Opole. Jednak gra dla reprezentacji Niemiec. I to chyba boli najbardziej. W ogóle Klose w Polsce nie jest postacią lubianą, delikatnie mówiąc. Wytyka mu się, że wstydzi się miejsca swojego urodzenia, że ma gdzieś Polskę, że śpiewa niemiecki hymn. Ale mało kto wie, że uczy swoje dzieci języka polskiego i że święta spędza według polskiej tradycji. A że wybrał grę dla Niemiec? Przecież to tam tak naprawdę nauczył się piłkarskiego rzemiosła, tam spędził większość swojego życia.

Więc czy to obywatelstwo to dobry pomysł? Z jednej strony to Miro dla naszego miasta nic nie zrobił, oprócz tego, że się w nim urodził. No może poza promocją. Przecież przy każdej transmisji piłkarskiej (a umówmy się, Klose to nie jest jakiś tam podrzędny piłkarz, tylko mistrz świata i najlepszy strzelec w historii mistrzostw świata), komentatorzy podkreślają, że urodził się w Opolu. Promocja jest, tylko czy ma to jakiś wymierny skutek dla naszego miasta? Być może problem rozwiążę się sam i Klose tego obywatelstwa nie przyjmie. Wtedy pozostanie niesmak, a triumfalnych komentarzy na Facebooku nie będzie końca.

PS: Z ciekawości sprawdziłem listę honorowych obywateli Opola i w sumie to Klose i tak spełnia więcej kryteriów, niż niejedna osoba na tej liście (a wystarczyło tylko, że się tu urodził), więc może to nie jest taki beznadziejny pomysł?

PPS: Pisałem już, że bardzo lubię, jak pojawiają się takie kontrowersyjne tematy? A najbardziej lubię, kiedy dotyczą one Ślązaków, czy jak kto woli, Niemców. Wtedy strumień hejtu wylewa się z koryta, a spoceni z nerwów administratorzy pilnują, by żaden nieelegancki komentarz nie dostał zauważony i co gorsza, zalajkowany. Lubię to, bardzo.